Z cyklu: krakowskie biografie ZOFIA STANEK (1914-2008)

W 1913r. Wilhelm Stanek kupił dwór i pole w Krechowie (pow. Żółkiew, woj. lwowskie) na Roztoczu Lwowsko-Tomaszowskim. Obok dworu stała piękna kaplica. Dwór był okazały, taki, jakie często widzi się na starych fotografiach. Prowadziły do niego cztery lipowe aleje, nieopodal zaś płynęła rzeka Świnoryta, był tam też ogród warzywny i sad. W samym dworku nie mogło braknąć salonu z kominkiem, fortepianu, dużego stołu i wiklinowych mebelków na ganku.

Tam 15 maja 1914r. na świat przyszło czwarte dziecko – Zofia, córka Wilhelma Stanka i Zofii z Rutowskich (córki Tadeusza Rutowskiego, vice-prezydenta miasta Lwowa). Ojciec zmarł w r. 1920 gdy Zofia miała lat 6. Pierwsze nauki pobierała w domu u nauczycielek "domowych". Potem było Gimnazjum w Żółkwi, a następnie Liceum Sacre Coeur we Lwowie zakończone maturą. Jako 19-letnia dziewczyna - w 1933r. - została dziedziczką w Krechowie i przez 6 lat (1933- 1939) administrowała majątkiem. W 1936r., aby poprawić dochodowość majątku, zaczęła na swych posiadłościach budować stawy rybne, które były bardziej dochodowe niż łąki. Do momentu wybuchu wojny stawy zajmowały już około 95 ha, a w planie było drugie tyle. W roku 1936 została prezesem Spółdzielni Mleczarskiej w Krechowie.

Po 17 września 1939 była tymczasowo aresztowana przez Sowietów. W październiku 1939 r. wyjechała do Lwowa. Tu rozpoczęła współpracę z ks. Włodzimierzem Cieńskim, proboszczem parafii św. Marii Magdaleny. W warunkach okupacji sowieckiej włączyła się do pomocy rodzinom wojskowych aresztowanych i wywożonych w głąb ZSRR i do akcji wysyłania paczek do zesłańców, w której działało bezinteresownie b. wiele osób nazywających się szarą bracią nieustającej pomocy.

Pod Twym sztandarem będziem trwać,W Twej służbie w dzień i w nocy-Z Twojej my wiary – szara braćNieustającej pomocy. Fundusze na paczki i ich wysyłkę uzyskiwano ze sprzedaży dewocjonaliów, świec woskowych, kalendarzy, palm wielkanocnych itp.

Ukończyła kurs katechizacji, po którym opiekowała się "własną" grupą dziewcząt w wieku gimnazjalnym, a także kurs pielęgniarstwa. Utrzymywała się z pracy w charakterze kelnerki w spółdzielni cukierniczej, gdzie trzy czwarte personelu składało się z "pomieszczików, panów, oficerów ta inszej swołoczy". Włączyła się w działalność Rady Głównej Opiekuńczej (RGO) oraz Armii Krajowej.

Po zajęciu Krechowa przez Niemców w roku 1941 Zofia została buchalterem swojego majątku (wówczas pod zarządem niemieckim).

W roku 1944 wobec niebezpieczeństwa zamordowania przez Ukraińców ewakuowała się do odległego o 48 km Lwowa. Piechotą przeszła dwa kilometry do klasztoru Ojców Bazylianów w Krechowie, by porozmawiać z przeorem. Zobowiązała go do tego, by poinformował ją, gdyby zagrażało jej niebezpieczeństwo. Prawdopodobnie to właśnie on przysłał człowieka, który zawiadomił stróża nocnego: "Czas na panienkę". "Zastanawiałam się, co robić. Spytałam: Ile czasu? On powiedział: Dwa dni. Nie wytrzymałam i już następnego dnia posłałam po największego Ukraińca i powiedziałam, żeby był uprzejmy przysłać mi konie. Chwilę potem pakowaliśmy trochę materaców, poduszek, rzeczy, które mogły się nam przydać i pojechaliśmy samotną drogą. Tych 48 kilometrów, które wiodły do Lwowa, wydawało się niesłychanie długie" – wspominała.

Po ponownym zajęciu Lwowa w lipcu 1944 r. przez sowietów, pracowała jako agronom w stacji traktorowej w Jaryczowie koło Lwowa. Równocześnie rozpoczęła studia w październiku 1944 r na Wydziale Rolnym Instytutu Politechnicznego ( dawna Akademia Rolnicza) w Dublanach. Ukończyła je w 1949r. i z tytułem " uczonego agronoma" otrzymała posadę agronoma w Barszczowicach w powiecie lwowskim.

Tylko na soboty i niedziele przyjeżdżała do Lwowa i wykonywała różne zakazane prace, organizowała pomoc dla wszystkich, którzy jej potrzebowali. Brała czynny udział w przygotowywaniu paczek dla zesłanych w głąb Rosji. "Jakie znaczenie miały te przesyłki dla osób zesłanych, mogą stwierdzić jedynie ci, którzy je otrzymywali. Oprócz samej wartości odżywczej było w tym także niezwykłe pokrzepienie, że ktoś pamięta. A wewnątrz, w głębi, najczęściej w zaklejonym pudełku popularnego proszku do zębów, znajdowały się zwykłe listy. Pisanie tych listów było rzeczą bardzo ważną, a ich odbiór najważniejszy ze wszystkiego" - wyjaśniała Zofia, która przypominała potomnym także to, co nie wszyscy pamiętają, a mianowicie, jak była podawana Komunia Święta do więzień i obozów. "Zetknęłam się osobiście z dwoma wypadkami. Jeszcze w 1940 r. Komunię Świętą podawano w puderniczce Krystyny Żurowskiej z Leszczkowa, a komunikanty dawał ks. prof. Franciszek Konieczny. Samym ich dostarczaniem do więzienia na Łąckiego zajmowały się wielbicielki Fuli Horak, o której samej dałoby się powiedzieć dużo. Ona przeżyła obóz i zrewidowała swoje poglądy, ale trzeba podkreślić tę zasługę, że była jednym z ogniw, które podawało Pana Jezusa do celi skazanych. W latach 1945-1946 podawano komunikanty do obozu przeładunkowego przy ul. Pełtewnej w rondlu z kotletami. Na dno był dany pergamin, na to komunikanty przykryte pergaminem i na to zimne kotlety. To szło na ręce ks. Kajetanowicza, Ormianina". Do przesyłek dla księży na Wschodzie wkładało się małe woreczki z rodzynkami, które mogły im umożliwić odprawianie Mszy św.: wieczorem rodzynki były zalewane wodą. Rano odciskało się z nich sok, który zastępował wino mszalne.

7 października 1950 r. Zofia Stanek została aresztowana i przez pół roku przebywała we lwowskim więzieniu. Specjalny , zaoczny sąd w Moskwie, nie mając żadnego dowodu przestępstwa uznał ja z "element socjalnie niebezpieczny" (socopasnyj) z powodu ziemiańskiego pochodzenia i skazał ją na 10 lat zesłania zwanego wolnym osiedleniem. W ten oto sposób znalazła się za Kołem Podbiegunowym. W kwietniu 1951 r., po 2-miesięcznej podróży, trafiła do kołchozu rybackiego Dienieżkino (Krasnojarski Kraj, powiat Iogarski nad Jenisejem). Została rybaczką, dostała fufajkę, watowane spodnie i gumowe buty i przez dwa sezony ciężko pracowała przy połowie ryb w Jenisieju.

"W lecie wydawało się to bardzo ciężkie, ale jednak nie miało to porównania z tym, co przychodziło w zimie. Wtedy rybacy bili otwory, tzw. przeręble, w lodzie o grubości 80 cm do metra takimi długimi przyrządami, pikami ostrymi. Ja okazałam się bardzo złym robotnikiem, ponieważ gdy zwykły rybak wybijał 8-10 takich otworów, ja potrafiłam za cały dzień wybić dwa. Wobec tego straciłam wartość w oczach tych głównych rybaków i chętnie odstąpili mnie na gospodarstwo rolne, które było na wybrzeżu i przygotowywało dla rybaków na jesień ziemniaki i kapustę" - wspominała.

Po otrzymaniu kopii dokumentów, kopii dyplomu agronomii zaczęła pracować w sowchozie w miejscowości Kurejka i następne pięć lat spędziła w tym sowchozie jako agronom. Była odpowiedzialna za uprawy ziemniaków i kapusty oraz za magazyn ziemniaków.

We wspomnieniach Zofii Stanek znaleźć można wiele ludzkich, poplątanych historii. Często bywało tak, że tam gdzieś daleko była jedna żona, a na zesłaniu druga czy trzecia. Samotni ludzie szukali kogoś, a ona, nie związana z nikim panna, pozostała sama. Współtowarzysze niedoli: Niemcy, Łotysze, Litwini nie mogli nadziwić się temu, że pani Zofia nie ma nikogo. Dziwili się także, że ona, wykształcona kobieta po wyższych studiach wierzy w Boga. A ona prosiła w listach swoich bliskich o obrazki, różańce, katechizmy i potem uczyła swoich współtowarzyszy modlitwy, przykazań i katechizmu. W 1957 roku, dzięki działaniom Gomułki w sprawie powrotu deportowanych Polaków z obszaru ZSRR, mogła powrócić do Polski. Jak mówi Zofia Stanek, tym, co pozwoliło jej przetrwać te straszne 7 lat "wolności": smutku, tęsknoty, nostalgii - była silna, głęboka wiara w Boga, bogactwo kultury wewnętrznej wyniesione z domu rodzinnego, żelazne zdrowie i odrobina poczucia humoru oraz paczki z listami, różnymi potrzebnymi przedmiotami codziennego użytku i pieniędzmi od bliskich osób.

Na spotkaniu "O" w dniu 13.05.1989 r , na którym ks. Stanisław Musiał SJ mówił o "Chrześcijańskiej odpowiedzi na New Age", a potem była dyskusja, zabrała głos i powiedziała:" dobrze byłoby was zesłać na Syberię, poznalibyście fale różne. Zesłano nas 2,5 mln. Nie nadaremnie, to miało myśl. Mnie pytali : Wy wierzycie ?, macie wyższe wykształcenie i wierzycie ? Tak, dopiero mając wykształcenie można wierzyć. Fala złego – wyrwanie ludzi z siedzib, rzucenie w warunki straszne, to nie było bez sensu.Teraz idzie fala nowa. W jakiejś mierze dobrze, że nam co nieco niedostaje. Wodnikowi odpowiadam (Stanisław Balewicz w dyskusji powiedział: długo czekałem na New Age. To jest koniec. Urodziłem się pod znakiem Wodnika. Wychowałem się w teozofii. Wodnik to świat ducha. Duch budzi się w Rosji. Kobiety położyły się pokotem przed cerkwią, aby zapobiec wywiezieniu popów. I przejechały po nich czołgi. Córki tych kobiet są religijne. Urodzeni pod znakiem Wodnika mają skłonność do życia religijnego), że 20 lat temu wysadzano w powietrze kościoły. W Tarnopolu wysadzono miną tak, że zawalił się i tylko krzyż został. Ludzie kładli się w kościołach aby ich nie wysadzali i tylko jeden na dziesięć wysadzali. Taka prosta metoda, a skuteczna.W Krasnojarsku spowiadałam się po 7 latach. Ksiądz mieszkał w małej izdebce i odparł mi; trudno odgadnąć czego Bóg od nas wymaga. W czasie ostatniej wojny ludzie ruszyli do ofensywy na zachód, a Bóg na wschód. Słyszałam ostatnio w Złoczowie, że hrabiowie mieli dobry pomysł, że budowali kaplice cmentarne. Teraz się na nich buduje kościoły.Księży zesłano na Syberię. Teraz spłynęli na inne tereny. Wszędzie głoszą Słowo Boże. Trudno się było z Panem Bogiem kłócić.Ochrzciłam kiedyś dziecko z wody, a matka pyta: a ja ? No i ochrzciłam też matkę. Trzeba słuchać Boga." Nie będąc zaliczoną do żadnej kategorii przestępców Zofia nie mogła być objęta żadną z kolejnych amnestii. Z zesłania powróciła trzy lata przed zakończeniem wyroku, w 1957 roku,– jako jedna z półtoramilionowej rzeszy. Przez cały okres zesłania Zofia, z niebywałą wytrwałością prowadziła korespondencję z najbliższymi. W liście do Matki z dnia 5.05.1957r. Zofia pisała: "Niestety ten tak przyjemny u nas w domu wiosenny okres, tutaj ma tę wadę, że roztopy odcinają nas od dalekiego świata i trzeba będzie jakieś 3-4 tygodnie wstrzymać się od pisania listów. Tylko samoloty zrzucą nam pocztę, a nasze listy poczekają na pierwsze "parochody". Jeżeli jakiś poczciwy samolot zrzuci mi pozwolenie na wyjazd – wtedy jak tylko potrafię, zaraz odprawię się w daleką, a interesującą drogę do Mamusi." Po siedmiu latach zesłania, wracając do Ojczyzny, 15 listopada 1957 r. dotarła do Lwowa. Tu spotkała się z Adamem Głażewskim, który wręczył jej listy pisane przez nią z Syberii - dokument siedmiu lat jej życia. Przez 3 tygodnie odwiedzała znajomych, załatwiała świadectwa pracy i zdobywała inne dokumenty. 5 grudnia 1957r. przez Brześć, bo taki wpis miała w wystawionej w Krasnojarsku przepustce, wyjechała do Polski.

Dotarła do Krakowa i tu zamieszkała na ul. Kremerowskiej 4/5. Znalazła pracę w Instytucie Botaniki PAN. W 1966r. doktoryzowała się w Wyższej Szkole Rolniczej w Krakowie na podstawie wykonanej pod kierunkiem prof. Anieli Kozłowskie pracy "Studia porównawcze nad aklimatyzacją roślin uprawnych na północnej granicy zasięgu rolnictwa w ZSRR".

W 1967 wygłosiła w Arctic Institute w Montrealu referat „Plant life conditions in the Syberian Arctic”.

W 1978 roku zakończyła pracę nad przygotowaniem do druku swoich listów, ale mogła je wydać dopiero w 1991 roku pod tytułem: "Listy z Syberii. Lata 1950-1957". W kolejnych latach wydała jeszcze dwie inne książki: "Biała gama" i "Na osi" oraz wiersze z lat 1925-1949 zatytułowane "Kawał życia".

W 1992 r. pojechała do Krechowa, by zobaczyć, co zostało z dworu. Nie było co oglądać. Nic nie zostało. Dosłownie, rozebrano fundamenty. Wieś przedstawiała się jako niezwykle zbiedniała i zniszczona. Zrabowano i rozebrano wszystkie lepsze budynki, które należały do Polaków. Zostały biedne chaty obecnych mieszkańców.

Po osiedleniu się w 1958r. w Krakowie Zofia Stanek szybko nawiązała kontakt ze środowiskiem inteligencji katolickiej, związała się ze środowiskiem „Odrodzenia”, inspirowanym przez Ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego, i stała się jednym z filarów „grupy prezydialnej”, przygotowującej spotkania środowiska krakowskiego i uczestniczącej w przygotowaniach corocznych ogólnopolskich Dni Modlitw Inteligencji Katolickiej na Jasnej Górze. Spotkania „grupy prezydialnej”, w których brali udział m.in. Tomasz Targosz, Kazimierz Bugajski, Barbara Piwowar, Anna Pruszyńska, Zbigniew Chojnacki, Krystyna Chojnacka-Kyselowa, ks.Stanisław Czartoryski, Wacław Taurogiński i Zofia Stanek, często odbywały się w jej mieszkaniu.

Gdy powstało Stowarzyszenie Ruch Kultury Chrześcijańskiej „Odrodzenie”, Zofia Stanek w dniu 10 października 1992r. była jedną z 33 członków-założycieli Koła Krakowskiego, które. za Patrona obrało Św. Stanisława Biskupa i Męczennika. Była nadal jedną z inspiratorek i czynną uczestniczką Dni Modlitw w Krakowie i na Jasnej Górze. Kiedy z biegiem czasu stan zdrowia nie pozwalał jej na wychodzenie z mieszkania, a potem zmusił do długotrwałego leżenia w łóżku, zebrania Zarządu Koła odbywały się wielokrotnie w jej mieszkaniu i przy jej żywym udziale. Jesienią 2003r. otrzymała tytuł Honorowego Ruchu Kultury Chrześcijańskiej „Odrodzenie”.

Zmarła po długotrwałej chorobie 10.09.2008r. w Głogoczowie k/Krakowa. Pochowana na Cmentarzu Rakowickim.