Menu |
Jakie prawoZawód prawnika cieszy się w Polsce dużym uznaniem. Wielu młodych ludzi stara się na studia prawnicze. Bo prawnik, a zwłaszcza sędzia to duże pieniądze i mała odpowiedzialność. Kiedyś prezydent II RP odpowiadał „przed Bogiem i Historią”, teraz praktycznie sędzia, zwłaszcza Trybunału Konstytucyjnego, nie odpowiada przed nikim i niczym. Dlatego też przy ułomnym prawie panującym w III RP, wydawane są wyroki wzbudzające oburzenie, lub zdziwienie, choćby w sprawach dotyczących zbrodni PRL, afer III RP, czy odbierania dzieci rodzicom biednym. Dlatego prawo jako takie nie posiada w Polsce żadnego autorytetu.Taka sytuacja wynika z tego, że prawo w wielu przypadkach jest złe, lub niejednoznaczne. Bohaterowie walk o niepodległość Polski w czasie II Wojny Światowej i po jej zakończeniu byli więzieni i mordowani przez aparat PRL (zbrodnie sądowe). Ich procesy o „rehabilitację” są kompromitacją wymiaru sprawiedliwości. Taki proces członka Komendy Głównej ZWZ-AK, w stopniu majora, czynnego w konspiracji od września 1939 r., wieloletniego więźnia PRL, a za swą działalność w 40 rocznicę śmierci odznaczonego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, ciągnął się latami, przerzucany z sądu do sądu. Wynika to ze złego prawa, niezrozumienia zasad sprawiedliwości przez sędziów, a często z ich złej woli. Powinno zostać wydane prawo uznające wszystkie wyroki wydane w PRL w takich sprawach za nieważne i obyło by się wówczas bez ślimaczących się procesów, za które płaci podatnik. Procesy musiały by się odbywać jedynie w takich sprawach, gdy bojowników o niepodległość władze komunistyczne skazywały za rzekome przestępstwa kryminalne. Innym dziwolągiem prawnym w III RP jest uznawanie dekretów PKWN z lat 40-ych XX wieku. PKWN nie był żadnym legalnym organem władzy w Polsce. W czasie, gdy powstał, działał legalny, uznawany prawie na całym świecie, rząd polski w Londynie ze swym przedstawicielem, Delegatem Rządu w randze wicepremiera – urzędującym konspiracyjnie w Warszawie. Utworzony w Moskwie PKWN był agenturą nowego, sowieckiego okupanta. Wobec tego należy uznać, że akty wydawane przez niego nie mają większej wartości prawnej, jak Rozporządzenie Generalnego Gubernatora Hansa Franka z 15 października 1941 r. „o karze śmierci na Żydów opuszczających getto oraz na Polaków udzielających im pomocy”. A przecież to rozporządzenie nie obowiązuje w III RP. Można przyjąć, że wszystkie przepisy prawne wydane w Polsce w okresie 1944-1989 nie są ważne, gdyż w tym okresie nie działała w Polsce żadna legalna, demokratycznie wybrana władza. Dlatego po 1989 r., posłowie KPN złożyli formalny wniosek o uznanie tych przepisów za niebyłe. Wówczas, mająca media, złożona z postkomunistów i komunistycznych dysydentów, lewica głosiła demagogicznie, że po takiej ustawie zapanuje prawny chaos, stracą ważność dowody osobiste itp. A że miała ona władzę, więc wniosek upadł i dzięki temu, są takie problemy prawne, jak wspomniane. Niechęć lewicy do anulowania przepisów PKWN, sankcjonujących rabunek prywatnej własności, był uzasadniony tym, że należało by zwrócić (a jeszcze było co zwracać) zrabowaną własność prawowitym właścicielom. A to mogło odtworzyć warstwę polskich kapitalistów, wywodzących się z patriotycznych środowisk. To nie leżało w planach sił rządzących wówczas Polską. Majątek narodowy miał zostać wydany w ręce kapitału zagranicznego, co wiązało się z dowodami wdzięczności z jego strony. Planowano też atak na wartości patriotyzmu i tradycji historycznej. W znacznym stopniu te zamierzenia udało się przeprowadzić. Sprzyjała temu postawa prawników, w tym członków Trybunału Konstytucyjnego, uznających prawa narzucone Polsce przez sowieckiego okupanta w okresie PRL, za wiążące w suwerennej Polsce. Nikt dziś nie zwróci bohaterom - zamordowanym życia, ani więzionym zdrowia. Nie ma też już co oddawać, bo zrabowane dobra zostały rozgrabione przez nowe „elity”. Jednak ze względów moralnych i tradycji patriotycznej, należy wydać prawa unieważniające wyroki z PRL na bohaterów oraz „dekrety” PKWN, Bieruta itp. Wacław Leszczyński |