Menu |
Dwa blokiW styczniu 1947 r., w pierwszych po II Wojnie Światowej wyborach, stanęły w Polsce naprzeciw siebie dwa bloki. Jednym było patriotyczne i chrześcijańskie Polskie Stronnictwo Ludowe, kierowane przez Stanisława Mikołajczyka, drugie stanowił zlepek antychrześcijańskich i antypolskich, komunistycznych i nadzorowanych przez komunistów partii i stronnictw, nazwany przez siebie samych „Blokiem Demokratycznym”. Podobna sytuacja zaistniała w tegorocznych wyborach samorządowych. Przeciwko patriotycznej i chrześcijańskiej Zjednoczonej Prawicy wystąpiła koalicja ugrupowań antypatriotycznych oraz wrogich Kościołowi i jego naukom. W jej skład wchodzą (w Krakowie i Wrocławiu oficjalnie) SLD, Nowoczesna, PO (w Krakowie także PSL, wywodzące się z „PRL-owskiego” ZSL-u) i inne. Wygląda to na „blok” trzeciego pokolenie, tych z „Bloku Demokratycznego”.W opinii publicznej istnieje przekonanie, że blok tworzony przez „totalną opozycję” nie ma programu, poza hasłami odsunięcia Zjednoczonej Prawicy od władzy. Nic bardziej mylnego, oni program mają, ale się nim nie chwalą. Ich programem jest kontynuacja programu realizowanego przez nich w czasie, gdy byli u władzy. Przedłużą więc okres przechodzenia na emeryturę do 67 roku życia, zmuszą 6-letnie dzieci do pójścia do szkoły, zniosą kosztowne programy socjalne typu 500+, a za zaoszczędzone w ten sposób środki przyjmą imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Będą postępowali zgodnie z życzeniem sąsiadów ze wschodu i zachodu, którzy poprzez różne fundacje wspierają ich teraz finansowo i medialnie. Zahamują więc rozbudowę polskiego przemysłu stoczniowego i górnictwa węglowego, zablokują budowę gazociągu z Norwegii i wstrzymają przekopanie Mierzei Wiślanej. Zlikwidują też Wojska Obrony Terytorialnej, wzmacniające obronność kraju i CBA, zbyt skutecznie ścigające aferzystów oraz IPN, gdyż z jego zasobów wyłaniają się niechlubne karty biogramów wielu ich polityków i urzędników. Zrezygnują też z pełnej suwerenności Polski, poddając ją w większym stopniu woli mocarstw sąsiednich, zwłaszcza Niemiec i będącej pod ich wpływem Komisji Europejskiej. Będą więc liberalizować przepisy pozwalające zabijać dzieci przed ich narodzeniem oraz wprowadzą do życia publicznego marksistowską ideologię gender, a w przyszłości usuną naukę religii ze szkół. Ponownie ograniczą w znacznym stopniu naukę historii w szkołach. Zmienią też „politykę historyczną”, obwiniając tak, jak poprzednio Polaków o antysemityzm i mordowanie Żydów. Zaprzestanie się mówić o odszkodowaniach wojennych ze strony Niemiec. Według nich nie należy też podnosić zasług bojowników o niepodległość, takich jak rotmistrz Pilecki, "Łupaszka", czy "Inka". Na ten temat wypowiedział się w „Gazecie Wrocławskiej” Leszek Miler, były sekretarz KW PZPR, a potem premier z ramienia SLD. Przodkowie szeregu polityków „totalnej opozycji” zwalczali i mordowali „Żołnierzy Wyklętych”. Dlatego ci politycy tych bohaterów nazywają dziś „bandytami” (podobnie zresztą, jak Akowców). Zaś Stan Wojenny według nich to było „kulturalne” przedsięwzięcie. Oczywiście program ten może być przez nich w pełni realizowany dopiero po odsunięciu Zjednoczonej Prawicy od rządów i wygraniu wyborów parlamentarnych. Jednakże istniejące przepisy dają również samorządom ogromne uprawnienia. Dzięki nim, mogą one m. in. decydować o polityce personalnej w zakładach użyteczności publicznej (szkoły, szpitale, placówki kulturalne). Mogą więc zatrudniać i zwalniać z nich osoby, w zależności od ich światopoglądu i sympatii politycznych, czego skandalicznym przykładem było zwolnienie przez prezydent Warszawy prof. Chazana, za jego chrześcijański światopogląd. Mogą też wprowadzać do szkół szkodliwą i niemoralną seksedukację dzieci tak, jak to właśnie uchwalił samorząd Gdańska. Ta „edukacja seksualna” dzieci ma podłoże pedofilskie, co okazało się ostatnio w przypadku jej propagatorów w Szkocji. Dlatego, wielkie znaczenie ma to, jakie ugrupowania światopoglądowe i polityczne wygrają wybory samorządowe oraz jacy ludzie obejmą stanowiska prezydentów miast, wójtów i członków władz samorządowych. Już wkrótce się okaże, czy Polacy przestali wreszcie ulegać ziejącej nienawiścią do Zjednoczonej Prawicy propagandzie, prowadzonej przez media (w rzeczywistości) komunistyczne i te stanowiące własność koncernów niemieckich. Okaże się też czy Polacy wyciągnęli właściwe wnioski z poprzedniej i obecnej sytuacji Polski. Od nich i od ich głosów zależy bowiem przyszłość naszego kraju oraz ich własnych dzieci. Takiej szansy nie mieli Polacy w 1947 r., w okresie okupacji sowieckiej, choć o takiej marzyli. A teraz obecne pokolenie taką szansę posiada i należy mieć nadzieję, że jej nie zaprzepaści ! Wacław Leszczyński |