Menu |
Tomasz Bieszczad (Łódź)
Nasz duchowy orężCzytelnicy „Nova et Vetera” pamiętają na pewno powstańczą pieśń z 1863 r. (z tekstem Wincentego Pola): „W krwawem polu srebrne ptaszę, poszli w boje chłopcy nasze!” Jej druga zwrotka brzmi: „Obok Orła znak Pogoni, poszli nasi w bój bez broni…” Stop! Wróć! Pomyłka! W bój idziemy wyłącznie z bronią! Bez broni idziemy do kawiarni, do parku, na zakupy albo z wnukami do kina. Kiedy mamy iść w bój, musimy koniecznie zaopatrzyć się w broń i nauczyć się nią władać. Być „pod bronią” to odwieczny obowiązek Polaka. I życiowa konieczność. Naturalnie są różne rodzaje broni. Obok Himarsów, Abramsów i Krabów mamy do codziennej dyspozycji Różaniec i jego niezwykle skuteczny wariant: Nowennę Pompejańską. Nie każdego – choćby z racji wieku – przyjmą do „terytorialsów”, ale każdy katolik, nawet zupełnie letni, jeśli dobrze poszpera w szufladach, może znaleźć tam stary różaniec po babci i – o ile jeszcze zależy mu na Ojczyźnie – ruszy do modlitewnego Jerycha. Koniecznie trzeba też bywać na częstochowskich Dniach Modlitw „Odrodzenia” na Jasnej Górze. To oczywiste. We wrześniu byliśmy z żoną na kolejnych czyli 67., ale dla nas dopiero 2. Równolegle – jako długoletni uczestnicy Kościoła Domowego – świętowaliśmy też jego 50-lecie. Jasna Góra zatłoczona do granic możliwości, jak drzewiej bywało. Trwał zjazd ZHR-u. Widok setek harcerek i harcerzy z całej Polski, zmierzających w skupieniu na wieczorny Apel, budził szacunek i wiarę w przyszłość (tę bliską, powyborczą i tę dalszą, jeszcze „nieprześnioną”). Msza św. pod Szczytem zgromadziła tysiące pielgrzymów z Kościoła Domowego.Na spotkaniach członków „Odrodzenia” o. Marek Grzelczak, ks. prof. Paweł Bortkiewicz, ks. bp Andrzej Przybylski i prof. Grzegorz Kucharczyk wygłosili brawurowe wykłady. Taki powinien być nasz duchowy oręż, tak winniśmy się hartować do walki z toksycznymi ideologiami współczesności, czerpiąc argumenty z nauk Kościoła i historii Polski: z encyklik „Veritatis Splendor”, „Fides et Ratio” (szeroko cytowanych przez Prelegentów) i z dorobku naszych wielkich Romantyków – co wyraziście uprzytomnił nam prof. Kucharczyk. Poznańska „centrala” RKCh „Odrodzenie” ma niebawem rozesłać swoim oddziałom nagrania wygłoszonych wykładów i prelekcji. Będzie czym się dzielić i nad czym dyskutować w długie jesienne wieczory. Dwa dni po powrocie z Jasnej Góry – idziemy na łódzką premierę „Raportu Pileckiego” wg scenariusza i w reżyserii Krzysztofa Łukaszewicza. Oglądamy porażające sceny teutońskiej i kacapskiej agresji: buty, sadyzmu i zdrady, jakiego dopuścili się wobec Polski sąsiedzi. Co z tymi uczuciami zrobić? Nie tak dawno wyobrażałem sobie – zresztą jak wielu Polaków – że po zwycięskiej wojnie Polska i Ukraina ustanowią wspólny, silny trzon Trójmorza i staną się bastionem pokojowej współpracy w Europie. Że wspólnie doprowadzimy Europę do opamiętania. Ale sytuacja się komplikuje: przewlekły konflikt związany z tranzytem ukraińskiego zboża – animowany przez kijowskich oligarchów i niemiecki rząd – oraz niezagojone, wołyńskie rany, osłabiają świeżo zadzierzgnięte więzi i nadzieje. Demony historii i rywalizacji już wylazły ze wschodnich zakamarków i skutecznie podgryzają geopolityczne marzenia idealistów, oddalając szansę na prawdziwe, trwałe przebaczenie. Dlaczego? Cóż… Historia uwielbia się powtarzać. To banał. Mamy jasność, że lekko nie będzie. Ale przynajmniej już nie jesteśmy tacy naiwni jak kiedyś, ani bezbronni. Gromadzimy uzbrojenie, żeby utrzymać pokój („Si vis pacem… etc”). A co równie ważne, albo i ważniejsze: Jan Paweł II, w swoich dalekosiężnych planach, nauczył nas, Polaków, czym jest zawierzenie, zwłaszcza zawierzenie Maryi. Tego nie zapomnimy, tego się trzymamy. Jesteśmy przygotowani, duchowo i materialnie, nie tylko na dobre, ale i na złe scenariusze. Także na te, które wynikają z ataków na Kościół. Intuicyjnie przestrzegamy celnej diagnozy Wincentego Łaszewskiego, jednego z naszych najwybitniejszych mariologów: „My jeszcze znamy swoją grzeszną naturę, więc się spowiadamy. Zachód już nie...” Zatem – znamy swoje grzechy, ale ich nie pielęgnujemy. I wiemy, że to Maryja jest „pogromicielką herezji”. O tym też mówiono w Częstochowie. A gdy przyjdzie nam iść w bój – „pragmatycznie zabierzemy Ją ze sobą”, żeby nas broniła przed falami duchowego zamętu i intelektualnego zaczadzenia. Oczywiście wyimki z pism naszych Romantyków też zawsze warto mieć pod ręką. |