Menu |
Kardynał Stefan Wyszyński - świadek wiary, wytrwałości i nadzieiAnna RastawickaInstytut Prymasa Wyszyńskiego Czcigodni Księża, Drodzy Państwo! Serdecznie dziękuję za zaproszenie na to wyjątkowe jubileuszowe spotkanie z racji 90. rocznicy powstania Stowarzyszenia Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”. Przypada mi w udziale przedstawić sylwetkę Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego, człowieka „Odrodzenia”, którego nazywacie Państwo waszym duchowym Ojcem. Dał mi Bóg wielką łaskę, że przez 12 lat pracy w Sekretariacie Prymasa Polski na Miodowej mogłam z bliska patrzeć na życie tego Człowieka. Bardzo trudno w krótkim, panelowym ujęciu ukazać całe bogactwo Jego świadectwa. Pomocą w refleksji nad kształtem życia i misji Prymasa Tysiąclecia niech będzie dla nas scena, którą On sam często z głębokim wspominał: „Rolnik, którego spotkałem we wrześniu 1939 roku pod miasteczkiem Irena nad Wieprzem, siał, podczas gdy wszyscy uciekali, gdzie kto mógł. Właśnie spowiadałem w rowie żołnierza i obserwowałem tego człowieka, który spokojnie siał. A żołnierz płacząc jak dziecko, powtarzał: Proszę księdza, co oni z nami zrobili? Co z nami będzie? – Niewiele miałem mu do powiedzenia. Wskazałem ręką: Widzisz tego siewcę? Patrz, on nie płacze, on sieje. Gdy udzieliłem żołnierzowi rozgrzeszenia, podeszliśmy razem do siewcy. Zapytałem: Pan sieje? Czy pan nie widzi, jak szosą na Lublin wszyscy uciekają? – A on odpowiedział: Proszę księdza, jak zostanie ziarno w spichrzu, to się spali, a jak będzie w ziemi, to zawsze ktoś chleb zbierze. Nie myślał o sobie. Nawet w takiej sytuacji myślał o innych”[1]. Zmieniały się czasy, przechodziły dziejowe zawieruchy: rozbiory, pierwsza wojna światowa, głód, 1920 rok, druga wojna światowa, opuszczenie Włocławka, tułaczka – a ksiądz Stefan Wyszyński „siał” Miał możliwość wyjechać z ekipą rządową do Rumunii, podziękował, został na ojczystym zagonie. W czasie Powstania Warszawskiego, ukrywając się w Laskach pod Warszawą, pracował jako kapelan domu Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża i Zakładu dla dzieci ociemniałych. Jest też kapelanem szpitala wojennego w Laskach. Był żołnierzem AK okręgu Kampinos. Chodził po lasach, rozgrzeszał żołnierzy w okopach, zbierał rannych. Pewnego razu znalazł dziewczynę ranną w nogę. Rana była bardzo głęboka. Nie miał czym założyć ucisku, żeby dziewczyna nie zmarła z wykrwawienia, zdjął stułę, przewiązał ranę, dziewczynę wziął na plecy i zaniósł do szpitalika w Laskach. Po latach przyszła na Miodową elegancka Pani – matka 4 synów, żeby podziękować za ocalenie. Wasz odrodzeniowy kolega wrażliwy był na każdą ludzką potrzebę. Był duszpasterzem robotników, działał w Chrześcijańskich Związkach Zawodowych, wykładał na Uniwersytecie Robotniczym we Włocławku. Był członkiem Rady Społecznej przy Prymasie Polski Auguście Hlondzie – nieustannie służył ludziom, budził świadomość społeczną, niósł nadzieję. W swoich wykładach i konferencjach ukazywał podstawy sprawiedliwego ustroju. Widział błędy kapitalizmu i niebezpieczeństwo socjalizmu. Jako największą wartość ukazywał zasady katolickiej nauki społecznej. W 1946 roku został mianowany biskupem lubelskim. Lękał się tej odpowiedzialności, jednak w posłuszeństwie woli Kościoła wyraził zgodę. Na konsekrację przyjechał na Jasną Górę. W swojej tarczy biskupiej umieścił wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej. Zabrał ją na dalszą drogę i poszedł dalej „siać” tam, gdzie Go Bóg posłał. W 1948 roku, po nagłej śmierci Sługi Bożego kard. Augusta Hlonda, jako najmłodszy biskup w Episkopacie Polski zostaje mianowany arcybiskupem Gniezna i Warszawy, Prymasem Polski. Mianowanie to było odpowiedzią Ojca Świętego Piusa XII na prośbę Prymasa Augusta Hlonda, którą podyktował przed śmiercią ks. Antoniemu Baraniakowi, swojemu sekretarzowi. Biskup Stefan Wyszyński z wiarą i pokorą podjął tę odpowiedzialność. Tak starał się prowadzić sprawy Kościoła, aby ocalić to co najważniejsze – prawo do wyznawania Boga i miłość społeczną. „Kocham Ojczyznę jak własne serce” – powiedział – i cokolwiek czynię dla Kościoła, czynię dla niej. Doświadcza prześladowania, więzienia, ale nie załamuje się, dalej „sieje”. Zadziwiający jest jego więzienny plan dnia. Każda chwila wykorzystana z dokładnością do 15 minut. 5.00 Wstanie 5.30 Prima i modlitwy poranne 5.45 Rozmyślanie (zazwyczaj podawałem sam punkty, na tle Roku Liturgicznego) 6.15 Angelus Domini. Przygotowanie do Mszy świętej 6.30 Pierwsza Msza święta – niekiedy śpiewana, gregoriańska, zwłaszcza w Adwencie i w większe święta. 7.15 Druga Msza święta. Dziękczynienie. 8.15 Śniadanie. 8.45 Godziny brewiarzowe, cząstka różańca ( niekiedy w ogrodzie ). 9.15 Praca przy książce. 11.15 Nawiedzenie kierownictwa. 13.00 Obiad. Adoratio Sanctissimi. 13.30 Spacer i czas wolny. 15.oo Nieszpory i cząstka różańca – zazwyczaj w czasie spaceru. 15.30 Praca przy książce. 18.15 Matutinum cum Laudibus. 19.00 Wieczerza. Lektura niemiecka. 20.00 Różaniec w kaplicy i modlitwy wieczorne. Śpiewy kościelne. 20.45 Praca, lektura, spoczynek.[2] Wiele czasu spędza na modlitwie, nie wypuszcza z ręki różańca, pisze. W więzieniu napisał piękną książkę „List do moich kapłanów”, rozważania liturgiczne i wydane już w tysiącach egzemplarzy „Zapiski więzienne”. Tam, w odosobnieniu w Komańczy, napisał Jasnogórskie Śluby Narodu, w których ponownie obiera Maryję Królową Polski. Śluby zawierają też program moralnego i społecznego odrodzenia Polaków przed Tysiącleciem Chrztu Polski. Nie upada na duchu, nie traci nadziei – dalej „sieje”. Bóg zwycięża . W październiku 1956 roku Ksiądz Prymas wychodzi na wolność. Przeprowadza Naród przez niebezpieczną przełęcz w nowe tysiąclecie wiary. Na tej przełęczy trwa zacięta walka niewiary z wiarą, nienawiści z miłością. Oskarżany o zdradę za List do Biskupów Niemieckich Prymas Tysiąclecia nie poddaje się. W Warszawie, gdzie przeżyliśmy widowisko nienawiści mówił : „Będziesz miłował bliźniego swego. I to każdego! Tego co ma serdeczne oczy, i tego, co ma oczy szklane. Tego, co ma żar w piersi, i tego, co nosi w piersi kamień. Tego, który ma ku tobie wyciągniętą braterską dłoń, i tego, który cię dźga oczyma. Każdego! Bóg nie tworzy granic, nie przeprowadza ich między ludźmi ( … ) Ten zwycięża – choćby był powalony i zdeptany – kto miłuje, a nie ten, który w nienawiści depce. Ten ostatni przegrał. ( … ) Kto walczy z Bogiem miłości – przegrał! A zwyciężył już dziś – choćby leżał na ziemi podeptany – kto miłuje i przebacza, kto jak Chrystus oddaje serce swoje, a nawet życie za nieprzyjaciół swoich.Ten, kto zamknął się w nienawiści, już się skończył! A narodził się do nowego życia ten, kto z piekieł nienawiści wszedł na światło Boże, spojrzał ku wszystkim dzieciom Bożym, bez wyjątku, i powiedział: Przyjacielu! Bracie! Mój bracie nieszczęśliwy, ale jednak – Bracie![3] Nieraz patrząc z bliska na życie tego człowieka myślałam – skąd on bierze siłę, skąd czerpie tę wielką mądrość, cierpliwość i spokój. Jego siłą była żywa wiara. Do „Odrodzenia” mówił ,co jest dla człowieka najważniejsze: „Zadaniem człowieka jest rozumieć wielkość Boga, który tak nas umiłował, że chciał naszego zaistnienia, bytu, w określonym czasie. Mam zrozumieć sens mojego życia dziś i zadania, które mi Stwórca wyznacza przez Chrystusa i przez Ducha Świętego na dziś! To jest mój obowiązek! Jednego nie wolno mi powiedzieć, że Bóg o mnie zapomniał. Skoro On nas pierwszy umiłował i przekazał nam swoją miłość, muszę pamiętać, że ta miłość jest czynnikiem stwórczym mojego bytowania i zobowiązuje mnie w całym życiu. Nieraz może mówię: miłuję Cię, mój Boże! Boże, miłości moja! A właściwiej byłoby pytać: czy miłujesz mnie, mój Boże? Czy jeszcze mnie miłujesz? Czy pomimo wszystko miłujesz? Tak trudno pojąć, że pomimo całej mojej niegodności, Ty mnie miłujesz!... A może przestałbyś mnie miłować, gdybym uczynił coś takiego, że stałbym się odrazą dla Ciebie...O nie! Miłość nie umiera. Gdy przed wiekami poczęła się i objawiła w tobie, w twoim istnieniu, nie może umrzeć.[4] Ta niezachwiana wiara w miłość Boga była dla Prymasa Wyszyńskiego największą siłą. Dlatego kiedy przychodziły różne doświadczenia, nienawiść, walka z Kościołem on wierzył, że Bóg wszystko widzi i przyjdzie z pomocą. Ten człowiek budował dom na skale. Kiedyś po konferencji o miłości do nieprzyjaciół zapytałam: Ojcze, czy ty kochasz pana Gomułkę? ( I sekretarz partii PZPR ) Odpowiedział mi: A w czym tu problem? Bóg go kocha, to co ja mam do powiedzenia. Miłość, którą czerpał z Boga była siłą i nadzieją dla niego i dla nas, których prowadził. Do „Odrodzenia”, kiedy nie mogło działać jako stowarzyszenie mówił: „W życiu naszym nie jesteśmy osamotnieni. Tak często lękaliśmy się tego, zwłaszcza w czasach rozproszenia, gdy organizacja, wyrosła przecież z największych uwzniośleń duchowych, z największych nadziei i z nieustannego programowania, nie mogła działać, a Wam niekiedy pozostało tylko wrażenie, że wszystko przepadło, że jesteśmy osamotnieni, rozproszeni, rozbici. Ileż to rozmów na ten temat kończyło się zazwyczaj wnioskiem, że cały ten wielki odrodzeniowy ideał właściwie się załamał i nie może być urzeczywistniany.Czy rzeczywiście tak jest? Czy rzeczywiście nic nie pozostało, czy rzeczywiście jesteśmy tak bardzo osamotnieni? Wydaje się, że przynajmniej kilka myśli, które nas postawią wobec tej wielkiej wspólnoty, jaka wyrasta w Chrystusie i w Kościele, nam pomoże do uświadomienia sobie, że chociażby wszystkie młodzieńcze ideały załamały się, to jeszcze nie przegraliśmy, jeszcze jesteśmy wspólnotą Bożą, a wszystkie nadzieje nadal zachowały swoje rumieńce życia[5]. Wielkim darem Opatrzności była dla Kardynała Wyszyńskiego więź z Matką Bożą. Kochał Ją od dzieciństwa, zwłaszcza, gdy zmarła mu Mama. Z Mszą świętą prymicyjną przyjeżdża 5 VIII 1924 roku na Jasną Górę, konsekracja biskupia-jak już było wspomniane- ma miejsce na Jasnej Górze, potem Śluby Jasnogórskie, cała praca Wielkiej Nowenny ,Nawiedzenie Milenium , Oddanie Narodu polskiego po wszystkie czasy Matce Bożej na całkowitą własność w niewolę, Czuwania soborowe. Wszystkie te dzieła, całą pracę duszpasterską wiąże z Jasną Górą. W czasie uwięzienia do głębi zrozumiał, że wolą Boga jest, aby Jasna Góra była mocą dla całego Narodu. Tutaj też skupia swoje ukochane „Odrodzenie”. W całym swoim prymasowskim posługiwaniu miał w świadomości testament kardynała Augusta Hlonda, który umierając prosił: nie upadajcie na duchu, walczcie pod opieką Matki Najświętszej, zwycięstwo, gdy przyjdzie będzie to Jej zwycięstwo. I przyszło – wybór Ojca Świętego Jana Pawła II, papieża z rodu Polaków. Było to wielkie zwycięstwo Matki Najświętszej. W jednym z rzymskich kościołów po wyborze Ojca Świętego w 1978 roku Ksiądz Prymas powiedział: „Melduję Tobie, radosny przyjacielu z Ojczyzny niebieskiej, trwający dzisiaj na kolanach przed Bożą Rodzicielką: Zwycięstwo, które ukazałeś, krzepiąc nas na duchu, przyszło. I to przyszło w Imię Matki Chrystusowej, której Naród dochował wierności, idąc za Maryją ku Jej Synowi, który jest jedynym Zbawieniem świata”[6] Odchodząc z tej ziemi mówił: „Przyjdą nowe czasy, wymagają one nowych świateł, nowych mocy, Bóg je da w swoim czasie… Wszystko zawierzyłem Matce Najświętszej i wiem, że nie będzie słabszą w Polsce, choćby się ludzie zmieniali”[7]. A do Rady Głównej Episkopatu Polski powiedział: „Same uczucia wdzięczności. Do nikogo – najmniejszego żalu. Na nikim – najmniejszego zawodu. Wszystkim pozostawiam moje serce, które nie zabiera ze sobą żadnego zastrzeżenia w stosunku do żadnego z biskupów, do kapłanów i ludu Bożego. Wszystkie nadzieje, to Matka Najświętsza. I jeżeli jaki program – to Ona”[8] Największą pochwałę wiary Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego, waszego „Odrodzeniowego” Brata , wypowiedział po wyborze Ojciec Święty Jan Paweł II: „Czcigodny i umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”[9] [1] Zbiór kazań Prymasa Polski w Instytucie Prymasowskim Stefana kard. Wyszyńskiego. Warszawa 18. III. 1972. T. 39. s. 187. [2] Stefan Kardynał Wyszyński Prymas Polski. Zapiski więzienne. Paris 1982. s. 191. [3] Stefan Kardynał Wyszyński. Kimże jest człowiek Warszawa 1987 s. 110 [4] Stefan Kardynał Wyszyński. Źródła Odrodzenia. Warszawa 1993 s. 23. [5] Tamże, s. 47 [6] Człowiek niezwykłej miary. Warszawa 1984. WAM. s. 114 [7] Tamże s. 119 [8] Tamże s. 120. [9] Tamże, s. 127 |