Menu |
Moralność, konserwatyzm, liberalizm, scjentyzm, czy zmierzch człowieczeństwaWojciech Stankowski, Instytut Geologii UAMMoralność, konserwatyzm, liberalizm, scjentyzm, czy zmierzch człowieczeństwa (?). Inspirację tego tekstu stanowiła lektura dwóch książek wydawnictwa Fronda, Benjamin’a Wiker’a: „Dziesięć książek, które każdy konserwatysta musi znać” oraz „Dziesięć książek, które zepsuły świat”**. Ujęto w nich fundamentalne zagadnienia światopoglądowe oraz ich wpływ na funkcjonowanie społeczeństw w kontekście dyskursu konserwatyzm-liberalizm. **W swym dwutomowym dziele, grupującym subiektywnie wybrane książki, odwołał się Benjamin Wiker do publikacji o społecznie konstruktywnych i destruktywnych aspektach. Przedkładany tekst to nie skrótowe omówienie uwzględnionych przez Wiker’a książek, wraz z interpretacją zawartych w nich treści, ale efekt własnych przemyśleń, w zakresie praw natury i uprawnień człowieka. Główne akcenty niniejszego ujęcia dotyczą, trwającego od starożytności dyskursu konserwatyzm-liberalizm. Od zarania historii człowieka obecne było odwoływanie się do różnych sił nadprzyrodzonych. W pewnym momencie (około 2000 lat BC/4000 lat BP) na terenie tzw. Bliskiego Wschodu pojawił się monoteizm. Nie sposób uciec od pytania czy dokonało się to wyłącznie w oparciu o ludzkie inspiracje. Uprawnione wydaje się postrzeganie w tym fakcie ingerencji jakiejś mocy zewnętrznej. W judeo-chrześcijańskiej tradycji jest nią Bóg, Stwórca wszechrzeczy. Zaistnienie monoteizmu w ówczesnym świecie trzeba uznać jako coś wyjątkowego i nadzwyczajnego. Myśl o jedynym Bogu od dawna pojawiała się w wierzeniach ludzi na bardzo odległych obszarach Ziemi. Inicjację monoteizmu w aktualnym rozumieniu postrzega się w judaizmie i życiu Abrama/Abrahama. Uznaje się go za ojca „Religii abrahamicznych” – Judaizmu, Chrześcijaństwa (wyróżniającego się ukształtowaniem koncepcji trynitarnej), Islamu. Obok monoteizmu - wiary w jedynego Boga, Stwórcy wszechrzeczy, na świadomość ludzką wpływał i nadal wpływa: politeizm - wiara w wielobóstwo, a także henoteizm - wykluczanie istnienia istot boskich, wreszcie ateizm - odwoływanie się wyłącznie do materii. Wywodząca się z Grecji starożytna myśl filozoficzna, wraz ze swym aplikacyjnym wyrazem, dała początek trwającym do dzisiejszych czasów kontrowersjom dotyczącym spraw wiary, moralności oraz tzw. praw natury. Myśl sofistyczną, zapoczątkowaną za czasów Solona (640-561 lat BC), ugruntowaną w okresie aktywności Protagorasa z Abdery (481-411 lat BC), należy postrzegać jako punkt wyjścia materialistycznej wizji człowieka. Fundamentalny dyskurs moralny zapoczątkowany w starożytności (wówczas tylko o filozoficznym charakterze), trwa do naszych czasów, przybiera na sile i staje się narzucaną praktyką. Akcentuje się że „człowiek jest miarą wszechrzeczy”, a wiedzę zdobywa się wyłącznie za sprawą zmysłów, kwestionując/całkowicie odrzucając znaczenie dochodzenia do niej na drodze czysto rozumowej. Ten agnostyczny ruch zasadza się na empiryzmie, pragmatyzmie, poznawczym relatywizmie, konwencjonalizmie (nie ma praw powszechnych), izostenii (każdemu twierdzeniu można przeciwstawić inne równie silne twierdzenie). Religię postrzega się wyłącznie jako wymysł człowieka, jednocześnie przeciwstawiając naturę (będącą prawdą), prawom ludzkim (które są umowne, ale jednocześnie obowiązujące). Gdy pojawia się sprzeczność między stanowionym prawem a naturą, prawidłowe, wręcz sprawiedliwe staje się łamanie prawa natury U zarania monoteizmu fundamentalne miejsce zajął naturalny związek kobiety i mężczyzny wraz z potomstwem, tj. rodzina. W podobny sposób postrzegano społeczną rolę rodziny w wielu kręgach wyznających wielobóstwo. Wielcy myśliciele starożytności dostrzegli wyjątkową cechę człowieka: Sokrates (człowiek został obdarzony duszą, która jest siedliskiem cnót), Platon (człowieka znamionuje dusza oraz zdolność do formułowania idei – zarówno pozytywnych jak i destruktywnych. Istnieje świat materialny i świat idei, wśród których najistotniejsze są dobro, piękno oraz prawda), wreszcie Arystoteles, akcentujący wyjątkową pozycję człowieka wśród bytów materialnych, dzięki posiadaniu duszy. Arystoteles, wychodząc od rodziny, przedstawił rozwój społeczny wraz z właściwymi dlań relacjami - jednostka a społeczność z jej ośrodkami kierowniczymi. Grupa rodzin jest zdolna utworzyć zespół osadniczy. Wyższym szczeblem jest „wioska”, która rozwijając się generuje „miasto”. Natomiast jednoczenie się miast może tworzyć „państwo”. Wraz ze wzrostem stopnia organizacji, pojawia się potrzeba ośrodków kierowniczych o różnym składzie – jedno lub wieloosobowym. Zależnie od intencji rządzących utrwalają się odmienne rodzaje władztwa, podporządkowane dobru ogółu bądź partykularnym korzyściom. W przypadku rządów jednostki funkcjonuje odpowiednio „Królestwo” albo „Tyrania”. Gdy rządy sprawuje wąska grupa to istnieje „Arystokracja”, bądź „Oligarchia”, natomiast pod wieloosobowymi rządami może zaistnieć „Politeja” (Marcus, Tullius Cyceron, 106-43 BC, zamienił greckie „Politei” na łacińskie „Sespublika”, co odpowiada „Republice”/Rzeczypospolitej), albo „Demokracja”. Arystoteles w jednoznaczny sposób opowiadał się za rządami którym przyświeca dobro ogółu, tj. Królestwo, Arystokracja, Politeja/Rzeczypospolita. Różne modele rządzenia znajdowały egzemplifikację w całych dziejach ludzkości i pozostają aktualne także współcześnie. Nieprzerwanie trwały i wciąż trwają zmagania, zarówno w obrębie określonych społeczeństw, jak i między społeczeństwami, zmierzające ku potrzebie funkcjonowania jednostki oraz organizmów prawno-politycznych w warunkach moralnego porządku, bądź całkowitej swobody. Zgodnie z poglądami wymienionych wyżej starożytnych myślicieli, należy podkreślić, że gdy życie społeczne wywodzi się z nadrzędności rodzinnego fundamentu, tj. matki i ojca, potrafiących korygować wady zarówno swoje, jak i potomstwa (dodajmy, także roli osób spokrewnionych, w tym starszych generacji), przeciwdziała się naturalnym ludzkim wadom - skłonnościom do zła, oraz cementuje społeczeństwo. Osiągane dobro tak w wymiarze jednostkowym, jak i społecznym staje się elementarnym składnikiem moralności. Pojedynczy człowiek, jak też grupy ludzi, pozbawieni moralności są niezwykle groźne dla społeczności. Zauważmy raz jeszcze, iż w czasach starożytnych istniały obok moralistów, także całkowicie przeciwstawne poglądy. Sofiści, społeczni i polityczni innowatorzy twierdzili, że moralne standardy są czymś nienaturalnym, umownym, i zależnym od politycznych struktur społecznych. Należy całkowicie odrzucić poglądy o potrzebie restrykcyjnej moralności. Nie widzieli nic groźnego w życiu wyłącznie zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, tj. w warunkach skrajnej demokracji. W ich działalności należy postrzegać źródeł współczesnego liberalizmu, sięgającego istotowymi korzeniami czasów nowożytnych. Od kilku wieków narasta presja do akceptacji zachowań w pełni lewicowo-liberalnych, anarchistycznych, a nawet pojawiającej się ideologicznej tyranii. Jaskrawym tego wyrazem są narzucane obecnie ideologie skrajnego feminizmu, homozwiązków, porno-seksualizmu, genderyzmu. Aktualne „otwarcie na wszystko” to trend ku niebezpiecznej utopii. Wywodząca się ze starotestamentowej tradycji, nowotestamentowa chrześcijańska transcendencja, podniosła na wyższy poziom sprawę dobra, miłości i moralności. Powstające nowe gminy chrześcijańskie, zarówno te w społecznościach żydowskich, jak i wśród „pogan”, pozostawały pod wpływem greckiej filozofii. Przyczyniło się to do poważnego różnicowania „kościołów”, a także wzmagania myśli agnostycznej. Wśród judeo-chrześijan zaczęły pojawiać się herezyjne odłamy, skierowane ku dwóm tendencjom: duchowej (gnostycznej) i podbojowej (mesjanistycznej). Jednym z odłamów byli tzw. Ebionici (tzw. nazareizm), akceptujący Jezusa jako proroka, przy odrzucaniu Jego Boskości, oraz jednoczesnym praktykowaniu żydowskich tradycji. Zostali oni odrzuceni zarówno przez Żydów, jak i przez Chrześcijan. Wywołało to silny sprzeciw wobec jednych i drugich. Ebionici uważali się za powołanych do przyspieszenia ponownego przyjścia „Królestwa Bożego”. Do realizacji tego konieczna była odbudowa Świątyni Jerozolimskiej, do czego Ebionici dążyli. Ebionitów uważa się za prekursorów trzeciej religii monoteistycznej, wywodzącej się od Abrahama. Za sprawą Mahometa, w VII w. AD ukształtował się Islam, uważający się za jedynego prawdziwego spadkobiercę Abrahama (nazwa Muzułmanie pojawiła się dopiero w XVII w.). Święta księga Islamu, Koran zgodnie z tradycją został przekazany Mahometowi bezpośrednio przez Boga. Tymczasem tekst jest silnie zakorzeniony w Biblii (piśmie natchnionym zredagowanym przez szereg osób), wykorzystując treści zarówno Starego Testamentu, jak i Nowego Testamentu, a także chrześcijańskich apokryfów i żydowskich midraszy. O ile tekst Biblii odznacza się trwałą niezmiennością zapisu, to tekst Koranu wielokrotnie w istotny sposób przeredagowywano (poważnie modyfikując wywodzący się z ustnego przekazu tekst, którego zebranie i uporządkowanie powierzono Zajdowi ibn Sabitowi za panowania kalifa Usmana (644-656), następnie kalif Hujjaja bin Jusafa (694-714) wprowadził do niego sporo uzupełnień, wreszcie kolejnych modyfikacji dokonano w IX w.) zależnie od aktualnych wymogów zmieniającej się doktryny. Islam od początku zmierzał do narzucenia swoich zasad życia społecznego, korzystając z siłowych działań. Pierwszymi były podboje pod dowództwem Omara (634; 638 AD), mające między innymi posiąść wzgórze Moria i uczynić zeń jedno z głównych miejsc kultu. Nieprzerwanie nasilające się poczynania mahometan na terenie Ziemi Świętej, legły u podstaw krucjat krzyżowych. Czas od końca XI w. do niemal połowy XIII w., to odzyskanie przez chrześcijan kontroli nad swymi źródłowymi ziemiami. Jednak później, aż do współczesności, dominującą rolę spełnia tam islam, ostatnio bardzo się radykalizujący. Utrata matecznika nie przerwała rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa. W okresie tzw. odkryć geograficznych, nastąpił czas mesjańskiej aktywności, połączonej na wielu terenach, niestety także z siłowymi praktykami. Często odstępowano od właściwej wczesnemu chrześcijaństwu, postawie miłości, łagodności i pomocniczości. Ten wymagający zanegowania trend był obecny nie tylko w toku ewangelizowania nowych obszarów, ale i w europejskiej przestrzeni (inkwizycja). Radykalność mesjańskich zachowań mogła wynikać z doświadczeń zderzenia się łagodnego chrześcijaństwa z agresywnym islamem. Na szczęście względnie szybko agresywne nawracanie zastąpiono działaniami o charakterze duchowym i humanitarnym. Islam przez wiele wieków wykorzystywał do osiąganie swoich celów środki militarne, poważnie poszerzając zasięg oddziaływania, łącznie z próbami zawładnięcia Europą. Obecnie nie rezygnuje z przemocy, ale jednocześnie wywiera silną presję demograficzno-migracyjną. Muzułmanie osiedlający się w różnych krajach, nie przyswajają lokalnej tradycji, nie integrują się z otoczeniem. Po osiągnięciu znaczącej liczebności w nowych środowiskach, zaczynają narzucać swoje obyczaje, nawiązujące do własnych poglądów, o niejednokrotnie bardzo radykalnym charakterze. Są wyrazicielami specyficznego konserwatyzmu, bardzo odległego od właściwego chrześcijaństwu. Rozwijające się Chrześcijaństwo, nie tylko obejmowało coraz nowe tereny, ale jednocześnie zaczynało różnicować się wewnętrznie. Do IV w. nie było jednolitej struktury hierarchicznej – istniało pięć patriarchatów i szereg lokalnych Kościołów. Sobór nicejski (II) z końca IV w., doprowadził do wyraźnego ujednolicenia struktur, choć w pełni nie wyeliminował zachowywania niezależność przez niektóre kościoły (przykładem jest trwający dotąd Kościół Koptyjski). Tym niemniej znaczącą jedność chrześcijaństwa udało się zachować bardzo długo. W 1054 r. AD nastąpił podział na Kościół Wschodni i Kościół Zachodni. W Kościele Wschodnim (Bizantyjskim), utrwaliła się wyraźna autonomia regionów, pod ograniczonym zwierzchnictwem Konstantynopola. Kościół Zachodni zachował scentralizowane kierownictwo Rzymu. Niestety po około 500-set latach, i w nim doszło do rozpadu. Wskutek XVI wiecznego ruchu religijno-polityczno-społecznego zapoczątkowanego przez Lutra, a nawiązującego do wcześniejszego ruchu Husyckiego (z XV w.), wyłoniły się Luteranizm (1517), Anglikanizm (1534), Kalwinizm (1536), Antytrynitaryzm (1562). W różnych częściach Kościoła Zachodniego, pod wciąż niekwestionowanym przez wielu kierownictwem Rzymu, znaczącą rolę zaczęły odgrywać Kościoły Zreformowane, nie podporządkowujące się Rzymowi. Ich dalszy rozwój niejednokrotnie prowadził do stałej tendencji postępującego reformowania. Wszyscy Chrześcijanie, niezależnie od zaistniałych podziałów, akceptują podstawowe zasady chrześcijańskiej moralności. Niezależnie od stopnia ulegania wpływom liberalizmu, generalnie odwołują się do chrześcijańskiej tradycji, zakorzenionej w judeo-chrześcijańskim konserwatyzmie. Istotą konserwatyzmu jest akceptacja istnienia wyższej rzeczywistości oraz odwiecznego porządku moralnego. Fundamentalnymi aksjomatami są: - obiektywne istnienia dobra, ale i zła; - przekonanie o istnieniu prawdziwej moralności (człowiek jej pozbawiony/lekceważący ją, staje się niegodziwym, pożądliwym, zmysłowym stworzeniem, które w sprawach społeczno-politycznych może przyjmować cechy bestii); - szacunek dla mądrości, która winna rzutować na rozum, wolę i pasje (dystansowanie się od utopijnych prądów filozoficznych i przedkładanie doświadczenia nad myślowymi eksperymentami); - rodzina w postaci trwałego związku kobiety i mężczyzny (moralna rodzina to elementarny składnik cementujący społeczeństwa); - społeczeństwo to nie dowolne porozumienie/kontrakt, ale struktura funkcjonująca w oparciu o prawo naturalne, nadrzędne wobec prawa stanowionego; - otwartość dla przezwyciężania egocentryzmu (zarówno w wymiarze jednostkowym, jak i zbiorowym), wskutek stałego odwoływania się do Absolutu; - akceptacja politycznej ostrożności i przezorności, zarówno w sferze światopoglądowo-ustrojowej, jak i historyczno-patriotycznej (otwartość na własną tradycję, umiłowanie narodu i państwa, przy jednoczesnej akceptującej otwartości względem innych narodów, wraz z odrzucaniem nacjonalizmu, tj. umiłowania swoich wartości i nienawiści względem innych). Dodajmy, prawdziwy konserwatyzm to nie bezrefleksyjne akceptowanie postaw - „tak było zawsze”, „każda zmiana jest zła”. Myśl konserwatywną znamionują ostrożne i rzetelnie przemyślane modyfikacje, ściśle podporządkowane doktrynalnym podstawom. Fundamentem jest w tym względzie chrześcijańska pokora. Obrona tradycyjnych wartości dotyczy nie tylko przeciwstawiania się wszelkim zewnętrznym destrukcyjnym prądom i ideom, ale także „myleniu drogi” przez własne kręgi i instytucje. Przykładem jest sposób reagowania na przenikanie do wspólnot wiernych, prądów New Age, a ostatnio wynik dyskusji podczas rzymskiego Synodu Biskupów 2014 AD, na temat homoseksualizmu oraz możliwości przyjmowania Komunii Świętej przez osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach. Hierarchowie Kościoła Katolickiego podeszli do powyższych spraw, nie w kontekście obecnie szeroko nagłaśnianej tolerancji, ale w imię chrześcijańskiej wyrozumiałości. Takie podejście podnosi na wyższy poziom międzyludzkie relacje, pozwalające na nawet ostre ścieranie się stanowisk, bez jednostronnego ulegania narzucanym poglądom. Na przeciwstawnym biegunie mieszczą się fundamenty liberalizmu, odrzucające prawo naturalne osadzone w transcendentnym Prawodawcy. Początki współczesnego liberalizmu sięgają co najmniej XVII w. Wówczas to Anglik Thomas Hobbes (1588-1676), autor książki „Lewiatan”, argumentował, że pojęcia „dobry/dobrze” oraz „zły/źle” nie dotyczą istniejącej rzeczywistości, ale odzwierciedlają wyłącznie nasze upodobania, bądź niechęci (to echo Epikura (341-270 BC) – „Dobro i zło w istocie równa się przyjemność i ból”). Hobbes uznawał ponadto, że każdy człowiek ma prawo do wszystkiego, oraz był zwolennikiem absolutyzmu. Legło to u podstaw relatywizmu, negującego obiektywną prawdę i uzależniającą wszystko od subiektywnych odczuć, zależnych od biologicznej płci, lokalnych obyczajów, grupy społecznej, koloru skóry, epoki. Wywodzące się z przeszłości liberalne prądy, cechuje obecnie wielkie natężenie ostrości przekazu, liczebności grup i instytucji, a także różnorodności form oddziaływania. Nie sposób odbierać tego inaczej niż jako świadome i zorganizowane narzucanie spiskowej praktyki, co prowadzi do nowego totalitaryzmu. Co więcej bywa, że korzystając z biurokratycznych mechanizmów, sprawujący władzę narzucają podwładnym kłamliwe przeświadczenie, jakoby ich działania były sprawiedliwe. W istocie chodzi jednak o zniszczenie tradycyjnego modelu funkcjonowaniu społeczeństw i to bez jakichkolwiek skrupułów względem podejmowanych środków, a jednocześnie pomijając refleksję dotyczącą istoty moralności i społecznego charakteru przyszłych czasów. Liberałowie poszukują moralności i doskonalenia siebie oraz społeczeństw opierając się na czymkolwiek, natomiast z bezwzględnym pominięciem Boga. Stąd akceptujący stosunek do różnorodnych odmian postaw, jak np: - moralności arbitralnej, definiowanej przez silne osobowości (co może prowadzić do totalitarnej władzy, nawet połączonej z absolutystyczną tyranią); - moralności wynikającej z „umowy społecznej” (zmierzającej do zaspakajania oczekiwań wręcz osiągania przyjemności przez możliwie maksymalną liczbę osób); - moralności maksymalnego dostosowywania się oraz tolerancji wszelkich subiektywnych poglądów (co graniczy z anarchią); - moralności opartej na wielokulturowości, traktującej jako równoważne/równoprawne wszelkie światopoglądy i postawy etyczne (co prowadzi do destrukcji społeczeństwa i jego narodowej spójności. Wplata się w to narzucanie poglądu jakoby struktury narodowe były tworem sztucznym, funkcjonującym rzekomo zaledwie od niewielu dziesięcioleci – co jest ewidentnym narzucaniem fałszu). - moralności relatywistyczno-filozoficznej (o nadrzędności spekulacji myślowych względem uwarunkowań przyrodniczych; uznanie pierwszeństwa prawa stanowionego względem prawa naturalnego; akceptacja „inżynierii społecznej” - człowieka można/należy kształtować zgodnie z nowatorskimi koncepcjami). Przeciwstawne konserwatyzmowi współczesne liberalne prądy, sięgają przełomu XV i XVI w., tj. działalności Włocha Piccolò Machiavelli’ego (1469-1527), analizującego struktury państwowości w kontekście czysto ludzkiego pochodzenia, przy uwzględnianiu „właściwych ludziom” niskich pobudek i akceptowaniu zasady „cel uświęca środki”. Podobne myśli upowszechniano w XVII w. Można tu przywołać, wcześniej wymienionego Hobbes’a oraz Kartezjusza (1596-1650) argumentującego, że należy we wszystko wątpić (nie pozostawiając czegokolwiek jako niewątpliwe - to także echo Epikura „Nie wolno niczego brać z góry”), przy nadrzędności nieograniczenie swobodnej myśli – zgodnie z upowszechnionym, acz błędnym „Cogito ergo sum” (myślenie jest możliwe dzięki istnieniu mózgu, a nie odwrotnie - wymyślanie dowolnych bytów jest oczywiście możliwe, co nie oznacza, że istnieją). Poważnym impulsem dla relatywizmu i liberalizmu stały się poglądy Hegla (1770-1831) dowodzącego, iż rozwój duchowości prowadzi do nieograniczonej wolności zachowań w życiu społecznym i państwowym, oraz upowszechnienie poglądów Darwina (1809-1882 BC), który rozwinął idee znane od ponad 100 lat. W książce „O pochodzeniu człowieka” Darwin argumentował, że cechą ewolucji jest użyteczność, osiągalna przez „dobór naturalny”, polegający na usuwaniu jednostek słabych przez osobniki silne/zdrowe. Tę zasadę propaguje współczesna eugenika, praktykująca przekazywanie życia wyłącznie na drodze odpowiedniego doboru partnerów. Z kolei Herbert Spencer (1820-1903) zainicjował „darwinizm socjalny” polegający na akceptacji narzucania społeczeństwu określonych norm fizycznych i intelektualnych. U Spencera trzeba szukać korzeni współcześnie narzucanego genderyzmu. Tego typu poglądy znalazły silne wsparcie w pozytywizmie, wywodzącym się z filozoficznych koncepcji przełomu XVIII/XIX w., a ugruntowane przez Francuza Augusta Comte w połowie XIX w., oraz w scjentyzmie z przełomu XIX i XX w. Za ojca scjentyzmu uważa się angielskiego filozofa K. Pearson’a, poszukującego wolności myśli w wykorzystywaniu osiągnięć nauk przyrodniczych. Jest to nurt przeciwny religii i metafizyce (uważanej za zaprzeczenie naukowości), którego dewizą jest „Nauka zamiast religii”. Filozof Friedrich Nietzsche (1844-1900) ogłosił wręcz „śmierć Boga”. Natomiast Siegmund Freud (1856-1939), uważał że trzeba zniszczyć religię, uznając iż na dnie ludzkiej duszy istnieje moralna anarchia. Negował ponadto racjonalność ludzkich wyborów (przede wszystkim w odniesieniu do altruistycznego humanitaryzmu), opowiadając się za irracjonalizmem. Nadmieńmy, iż istotnie nie sposób odżegnać się od właściwych każdemu negatywnych, nawet skrajnie negatywnych myśli. Pojawiają się one niespodziewanie w najmniej oczekiwanych miejscach i sytuacjach, odsłaniając obecność pewnej dysharmonii ludzkiego wnętrza. Skoro nie wszystkie nasze myśli są moralnie i etycznie prawidłowe, istnieje potrzeba kształtowania osobowości. Odrzucanie złych myśli staje się koniecznością i przyczynia do pożądanych wyborów postępowania. Wpisuje się to w słowa św. Pawła „Wszystko mogę, ale nie wszystko jest pożyteczne”. Przezwycięża się przypadłość obecnych czasów, w postaci myślenia wyłącznie o sobie i oddala pokusę odrzucania wielkoduszności oraz ofiarnego służenia bliźnim. Zaistniałe upowszechnianie poglądów Nietzsche’go i Freud’a sprzyjało rozwojowi materializmu, zarówno w ujęciu: - marksistowskim (redukującym ludzką egzystencję do sfery ekonomicznej); - darwinowskim (akcentującym sprawy genetyki i trwania jedynie najsilniejszych osobników. Natomiast uznanie pojawienia się człowieka na Ziemi wyłącznie wskutek przypadku, pozwala/narzuca całkowitą swobodę stosowania inżynierii genetycznej – „brania ewolucji w swoje ręce”); - naukowym (sprowadzającym wszelkie osobnicze reakcje do uwarunkowań procesów chemicznych zachodzących w genetycznie zaprogramowanym mózgu). Materializm redukuje rzeczywistość do określonej koncepcji, uważając, że myśli i czyny człowieka nie mogą podlegać jakimkolwiek ograniczeniom, co prowadzi do odrzucenia duchowości. Człowiek to bezduszna fizyczna istota nie odpowiedzialna przed nikim/niczym, a gdy postępuje niezgodnie z zasadami dialektycznego materializmu podlega napiętnowaniu. Pociąga to za sobą określone, zwykle tragiczne konsekwencje społeczno-polityczne, skutkujące faszyzmem, komunizmem, aborcjo-eutanazjonizmem. Materialistyczny nurt akceptuje i akcentuje moralny relatywizm, negując jednocześnie możliwość moralno-etycznego doskonalenia zarówno jednostek, jak i całych społeczeństw. Kolejnym wsparciem materialistycznego liberalizmu stało się zaistnienie w latach 30-tych XX w., tzw. poprawności politycznej, a ostatnio porno-seksualizmu oraz agresywnego genderyzmu (wskazującego na nadrzędność „płci kulturowej” względem płci biologicznej). Tę nową ideologię narzuca się poprzez obligatoryjne wprowadzanie do wszystkich szczebli edukacji, poczynając od przedszkoli. Dodajmy, materialiści popadają w tym przypadku w zasadniczą sprzeczność. Twierdząc, że nie istnieje nic poza materią, jednocześnie przeciwstawiają się rytmom przyrody, którym jest całkowicie obce funkcjonowanie poza naturą biologii. Narzucanie człowiekowi (będącemu częścią przyrody) wydumanych i nierealistycznych ideologii, stanowi groźną głupotę. Liberałowie są przekonani o słuszności swoich założeń, ideologicznych przeciwników uważają za osoby zacofane, hamujące postęp. Są zwolennikami intelektualnego, a gdy trzeba nawet fizycznego narzucania własnych idei. Aktualne trendy lewicowego liberalizmu, w bardzo agresywny sposób przeciwstawiają się postawom konserwatywnym. Skutecznie wykorzystują naturalne społeczno-polityczne ludzkie skłonności. Już Arystoteles wskazywał, że „jesteśmy politycznymi zwierzętami”, co silnie potwierdzali i wciąż to czynią konserwatywni myśliciele, wskazując na wspólną wszystkim ludziom cechę, tzw. „instynkt polityczny”. Właściwość ta prowadzi do organizacji życia w postaci grup/zespołów, państw narodowych, różnego rodzaju korporacji o charakterze politycznym, bądź gospodarczo-biznesowo-finansowym. W odróżnieniu od liberalnych, konserwatywne pryncypia sprowadzają się do przekonania, że moralna prawda jest poznawalna i kieruje ku prawu naturalnemu. U jego podstaw leży Boska geneza zarówno materii jak i ducha, co winno rzutować na sposób życia społeczno-politycznego. Istnieją różne jego odmiany, stąd obok starających się kultywować wysokie standardy, istnieją patologiczne społeczności bez wartości, wymagające podejmowania prób naprawy. Konserwatyzm w takich przypadkach ma dużo do zaoferowania. U podstaw chrześcijańskiego konserwatyzmu znajduje się Biblia, którą materialistyczni liberałowie uznają zarówno jako zmyśloną, a jednocześnie jako niebezpieczną, bowiem wskazuje na groźne skutki ulegania złu - w postaci piekła, podczas gdy w myśl liberalnych założeń, człowiek winien koncentrować się na przyjemnościach życia - spokoju, wygodzie, zabawie (przysłowiowym grillowaniu), a dobro upatrywać tylko w tym czego sam pragnie, nie dbając o nic poza doczesnością. Jakiekolwiek pojawiające się dylematy należy przygłuszać możliwościami technicznego zaspokajania potrzeb oraz akceptowania wszechoplatającej socjotechniki. Jednocześnie każde próby ograniczenia swobody, trzeba uznawać jako sztuczne i szkodliwe, oraz je przezwyciężać. Zatem Boskie prawo naturalne należy zastąpić stanowionymi wskazami organizacyjno-prawnymi. Lewicowy liberalizm dąży do całkowitej przebudowy społecznej (moralnej, politycznej, ekonomicznej, a także depopulacji poprzez propagowanie antykoncepcji, która skutkuje nie tylko doraźnie, ale przyczynia się do upowszechniania bezpłodności, a ponadto ukrywanie oprysków dużych obszarów Ziemi – „Chemitrails”, skutkujących zmniejszaniem odporności organizmów i licznymi poważnymi chorobami), co można osiągnąć poprzez wprowadzenie scentralizowanej władzy. Jej istotą jest zamiar przekształcenia świata oraz ludzkiej natury poprzez kierowanie każdym najdrobniejszym aspektem życia, regulowanego narzucanymi przepisami i wszechobecną biurokratyczną kontrolą. Już istniejące porozumienie moralnych relatywistów i technicznych możliwości biotechnologii (wspartej socjotechniką), umożliwia przekraczanie naturalnego procesu prokreacji, tworzenia „sztucznego człowieka”. Kolejnym krokiem jest nieograniczone eksperymentowanie z jego świadomością. Otwiera to drogę do osiągnięcia skrajnego liberalizmu, którego spełnieniem może być upowszechnienie nihilizmu. Nie trudno dostrzec, że coraz skuteczniejsi stają się „projektanci nowej osobowości” – relatywni moraliści, pracujący nad „nowym człowiekiem”, pozbawionym transcendentnego kręgosłupa. Prowadzi to do zmierzchu człowieczeństwa, opartego na etyce i moralności chrześcijańskiej, wywodzącej się z Bożego objawienia, greckiej filozofii i rzymskiego prawodawstwa. Tej tradycyjnej postaci życia osobniczego i społecznego zagrażają z jednej strony nowe wywrotowe ideologie, a z drugiej strony bardzo szybki postęp techniczny. Dobrym tego przykładem są osiągnięcia w zakresie sztucznej inteligencji. Jej wprowadzanie ułatwia funkcjonowanie wielu dziedzin życia, ale jednocześnie wymaga wielkiej ostrożności, zarówno w odniesieniu do stopnia rozwoju, jak i aplikacyjności. Jest prawdopodobne zaistnienie takiego poziom sztucznej inteligencji, której skala i szybkość wymknie się spod kontroli i zacznie się autokreować. Może to prowadzić wręcz do zmierzchu człowieczeństwa. Przeciwstawić się temu można jedynie przez podjęcie poważnej refleksji i działań ograniczających zaspakajanie niepohamowanych intelektualnych oraz technicznych ambicji (czytaj, pychy nieograniczoności) człowieka. Jakie są skutki wdrażania w życie lewicowo-liberalnych koncepcji, drastycznie uzewnętrznił rasistowski faszyzm oraz internacjonalistyczny komunizm. Aktualnie zabiegi podporządkowania sobie świata, realizowane są przez ideologiczny, bezmoralny i gospodarczo-finansowy kosmopolityzm. Najważniejszym osiągnięciem człowieka ma się stać przeświadczenie, że Boga nie ma, a ludzkie myśli i czyny stoją ponad jakimikolwiek ograniczeniami. Aby tę wizję zrealizować, podejmowane są wielorakie próby, obejmujące także zniewalanie jednostek i całych grup społecznych, a nade wszystko naciski na „liberalizację chrześcijaństwa” (w tym przede wszystkim poprzez rozsadzanie od środka katolicyzmu), wykorzystujące każdą okazję do bałamutnego nagłaśniania najdrobniejszych jego słabości. Równolegle różne reżimy dyskryminują chrześcijan, a skrajni islamiści prowadzą brutalną działalność terrorystyczną. Chrześcijanie (szczególnie katolicy), poddawani są zarówno naciskom ideologiczno-jurysdykcyjnym, jak i krwawym prześladowaniom. Przypomina to okres początków chrześcijaństwa, co wymaga takiej samej wiary, ufności oraz heroicznej wręcz odwagi, jakie znamionowały członków gmin podczas pierwszych stuleci. Istotę chrześcijańskiego konserwatyzmu ukazać można poprzez indywidualne, rodzinne i społeczne odwoływanie się do: 1) Przekazanego ludziom przez Stwórcę kodeksu dziesięciu słów, złożonych z dwu przykazań na „tak” i ośmiu przykazań na „nie”. Przewaga przykazań na „nie” może stwarzać mylne wrażenie, jakoby Boski program miał negatywny charakter. Tymczasem jest to program o jednoznacznie pozytywnym wymiarze, nakierowany na dobro człowieka. Bóg proponuje w nim drogę ujętą w jasny sposób, bez drobiazgowych paragrafów, co wolno, a czego nie wolno, pozbawiony tysięcy możliwych doraźnych kar za przekraczanie wymogów. Co więcej człowiek ma prawo wolnego wyboru, nawet odrzucenia kodeksu. Nie zostanie za to karany doraźnie, aby mógł zyskać czas na zawrócenie z błędnej drogi. Rozliczenie ze sposobu kroczenia ścieżkami życia, nastąpi w czasie ostatecznym. Dopełnieniem i kwintesencją dziesięciu słów jest dwuczłonowy nakaz miłości Boga i bliźniego. Mieści się w tym podstawa ładu społecznego. 2) Wypełniania odnowionej litery starego prawa, zgodnie z duchem miłości przenikającej błogosławieństwa z Kazania na Górze. Innym istotnym aspektem Kazania pozostaje przywracanie charakteru świętości rodziny (wywodzącej się z czystości przedmałżeńskiej) , oraz nakazywanej nierozerwalności małżeństwa z wykluczeniem rozwodów/oddalania współmałżonka. Ponadto wyraźnie wybrzmiało w Kazaniu, że zadaniem każdego chrześcijanina pozostaje relacja względem bliźnich, także nieprzyjaciół, w myśl zasady „zło dobrem zwyciężaj”. 3) Wolnej odpowiedzi na boską propozycję w postaci świadomego wyznawania: Wierzę w Boga … stworzyciela wszystkiego … i Syna Bożego … zrodzonego … ukrzyżowanego … pogrzebanego … zmartwychwstałego … który wstąpił do Nieba … i powtórnie przyjdzie … sądzić żywych i umarłych. Wierzę w … Kościół … wyznaję chrzest … oczekuję wskrzeszenia … życie wieczne. Powtórzmy, chrześcijański konserwatyzm jest wolny od zniewalania, pozostawiając człowiekowi możliwości wolnego wyboru drogi życiowej. Zaleca podejmowanie zmagań o kształtowanie własnej osobowości i oddziaływanie na otoczenie, ale wyłącznie z bezkrwawym przeciwstawianiem się złu. Chrześcijanie powinni nie tylko uczestniczyć w postępie nauki i techniki, ale przyczyniać się do wzrostu cnót oraz moralności, zarówno w wymiarze osobowym jak i społecznym. W obliczu aktualnych bardzo agresywnych liberalnych tendencji (zwalczania tradycyjnej rodziny, z przedstawianiem jej jako wręcz rodzaju patologii, eskalowania swobód seksualnych z pomijaniem prokreacji, akceptacji bioeksperymentów, aborcji i eutanazji, genderyzmu), istnieje potrzeba zdecydowanego przeciwstawiania się narzucanym deprawacjom, celem zachowania prawdziwie moralnych uwarunkowań życia. Dzisiejszy świat, aby nie dopuścić do autodestrukcji człowieczeństwa, bardzo potrzebuje głęboko transcendentnego konserwatyzmu, naznaczonego służbą, przebaczaniem i zaangażowaniem w dążeniu do pokoju. |