Menu |
KrzyżNie milkną echa nakazu francuskiej Rady Stanu usunięcia krzyża z pomnika św. Jana Pawła II w Ploermel. Ale pisze się o tym głównie w Polsce. Wiele polskich miejscowości wypowiedziało się za przeniesieniem pomnika do nich. Zainteresowanie tym faktem wyraziły także Węgry. We Francji sprawa ma o wiele mniejszy oddźwięk i nie budzi ona kontrowersji. Tylko paru francuskich polityków skrytykowało tą decyzję. Miejscowe władze chcą „obejść” ten wyrok za pomocą „kruczków prawnych” w rodzaju zmiany przeznaczenia (i własności) placu, na którym stoi pomnik. Także wikariusz generalny lokalnej diecezji katolickiej uznał wyrok za „umiarkowany” i nie widzi w nim „niebezpieczeństwa dla religii katolickiej”. Nikomu do głowy nie przychodzi protestować przeciwko takiemu łamaniu praw człowieka (tak, jak to bywa w Polsce, niezależnie od faktycznego stanu rzeczy). Większość społeczeństwa francuskiego, łącznie z katolikami, przyzwyczajona do prowadzonej od 200 lat walki z chrześcijaństwem w ich kraju, jest obojętna i bierna. To przypomina słowa A. Mickiewicza: „… który tak się wdroży, do cierpliwie i długo noszonej obroży…”. To społeczeństwo, „wdrożone do cierpliwego” znoszenia takiego zachowania władz, już nie potrafi zaprotestować. Jaką ma przyszłość ?Francja do obecnego stanu dochodziła powoli, stopniowo. A jak jest w Polsce? Pojawiły się głosy, że nie powinniśmy mieszać się w wewnętrzne sprawy innych państw. Ich autorom nie przeszkadza za to mieszanie się do spraw Polski, polityków innych państw i sami je wywołują. Walka z religią katolicką w Polsce ma długą historię. Zwalczali ją zaborcy – Rosja i Prusy. Zwalczali ją okupanci – Niemcy i Sowieci. Zwalczali ją rodzimi komuniści, więżąc biskupów i księży, usuwając ze szkół religię, zdejmując krzyże w placówkach publicznych (Gomułka był „chory na krzyże”, jak głosił dowcip). Był nawet pomysł demontażu krzyża na Giewoncie, bo „psuł środowisko”. Ale napotykali oni mniej, lub więcej jawny opór – wystarczy popatrzeć na Jasnej Górze na powieszone tam krzyże, o które walczyły dzieci i młodzież szkolna, wystarczy przypomnieć miliony ludzi na uroczystościach w Częstochowie. W Polsce dziś nie ma już komunizmu, ale pozostali jego ideologiczni następcy, którym religia i krzyż przeszkadza w opanowaniu ludzkich umysłów i objęcia władzy w Polsce. Czynią więc wszystko, powoli i bez rozgłosu, żeby osiągnąć swój cel. A zaczęli po 1989 r. od zalania Polski literaturą pornograficzną, na którą post PRL-owskie sądy „nie potrafiły” znaleźć paragrafu. Św. Ojciec Pio mówił o „pełzającej apostazji”, tzn. odstępstwie od wiary. I to także ma miejsce w Polsce. Znaczna już część katolików, których jest ponoć w Polsce ponad 90%, w praktyce w coraz większym stopniu dystansuje się od Kościoła i religii katolickiej. Zalew pornografii wydaje swe owoce. Kiedyś życie na „kocią łapę” było powodem do zgorszenia. Dziś nikogo nie dziwią pary żyjące bez ślubu, mimo braku przeszkód. A tego typu „związki partnerskie”, czy jedno, czy dwupłciowe, są złamaniem VI Przykazania i nauk Chrystusa. Kiedyś nieślubne dziecko świadczyło o niemoralności jego matki, dziś o jej „moralności” (bo powstało i żyje). Ponad 60% katolików nie uczestniczy w niedzielnych mszach, co też jest grzechem ciężkim. Istnieje przyzwolenie, a nawet zachęta ze strony tych katolików do pracy niekoniecznej (np. handlu) w niedzielę, będącej złamaniem III Przykazania. Rośnie niechęć do Kościoła za stawianie „nierealnych” i „nienowoczesnych” wymagań, podsycana przez wrogów chrześcijaństwa. Przeciw katolickiej religii występują też ci przedstawiciele kleru, którzy stracili wiarę w Chrystusa i chcą Jego Naukę i Kościół „reformować” po swojemu, „w dostosowaniu do wymagań współczesnego świata”. Jeden z nich jest przeciw adoracji Najświętszego Sakramentu, pielgrzymkom, procesjom i nabożeństwom, inny popiera aborcję, samobójstwa i stwierdza, że „Chrystus nie może zapełnić dziury, jaką zapełni kobieta”. Jeszcze inni atakują Episkopat Polski. A ich przełożeni na to nie reagują! Znajdują wyznawców wśród pobożnych, ale „postępowych” katolików i są odpowiedzialni za ich odstępstwo od nauk Ewangelii („kto zgorszy maluczkich…”). A ci „nowocześni” katolicy nie widzą nic złego w popieraniu partii politycznych, chcących legalizować aborcję (a stawia to ich w szeregu współwinnych aborcjom), seksedukację dzieci, in vitro i potępioną przez kolejnych papieży (łącznie z Franciszkiem I) ideologię gender. I tak powstaje nowa, pseudokatolicka sekta. Ona odpowiada za to, że wzorujący się na jej członkach polscy katolicy (ci zwykli, nie tak pobożni) w swej masie, powoli staczają się do stanu, w jakim jest dziś „postępowa” Francja. I może wkrótce, wybrani przez takich „katolików” posłowie także zabronią stawiania krzyża w Polsce, w „przestrzeni publicznej”. A Szatan, w którego istnienie „nowocześni katolicy” nie wierzą, zaciera łapy z radości. I cieszą się jego słudzy. Wacław Leszczyński |