Dwie tendencje

W Unii Europejskiej istnieją dwie przeciwstawne tendencje. Jedna utopijno-ideologiczna, druga polityczno-pragmatyczna, obie finansowane za pomocą systemu „fundacji” - jedna przez centra międzynarodowe, druga przez państwa ościenne. Ta pierwsza dąży do stworzenia z Unii jednego, ściśle zunifikowanego i scentralizowanego, ateistycznego państwa. Drogą do tego jest przedstawianie pogoni za pieniądzem i karierą oraz seksu, jako sensu istnienia człowieka. Pieniądz i kariera są też ważniejsze od „staromodnej” rodziny, od posiadania dzieci i ich wychowania. Ludzie, którzy akceptują taki model życia, jeśli mają przysłowiową „ciepłą wodę w kranie” są zadowoleni i nie mają ochoty, ani czasu, na myślenie o innych rzeczach, ogólnoludzkich, państwowych. Dzięki takiej ich postawie, można, pod szczytnymi hasłami „humanizmu”, „tolerancji” i „wolności człowieka”, wprowadzać różne przepisy prawne, sprzeczne z prawem naturalnym i zdrowym rozsądkiem. Mają one wyeliminować z przestrzeni publicznej oraz ze świadomości ludzkiej pojęcia takie, jak naród i religia. O ile kraje zachodniej Europy łatwo dały się zwieść tymi hasłom i wyparły się swoich korzeni, o tyle narody Europy środkowej, z doświadczeniem supermocarstwa sowieckiego, są odporniejsze na taką propagandę. Dlatego, ideolodzy superpaństwa poczucie patriotyzmu, wspólnoty i tradycji narodowej w Polsce, czy na Węgrzech nazywają nacjonalizmem, ksenofobią i faszyzmem. Zwłaszcza to ostatnie określenie, wprowadzone do obiegu przez Stalina, powtarzają często ćwierćinteligenci z dyplomami wyższych uczelni, co świadczy o ich poziomie intelektualnym i znajomości historii. Religię zwalcza się, jako „nienaukową”, z zasadami „nieprzystającymi do nowoczesności” (taki „inteligent” nazwie ją też czasem, zgodnie z marksizmem, światopoglądem „idealistycznym”, w odróżnieniu od „naukowego” „materialistycznego”). Po wyparciu z umysłów ludzi pojęć religii i narodu, będzie można zamienić Unię Europejską w jednolite superpaństwo takie, jak opisał je George Orwell w „Roku 1984”.

Druga tendencja ma doprowadzić Unię Europejską do jej rozpadu. Obecnie, Unia stanowi potęgę polityczną i gospodarczą, mogącą nakładać różnego rodzaju sankcje. Łatwiej paktować z pojedynczym państwem (przykładem Nord Stream), niż solidarną w jakimś stopniu Unią. Rozbić więc ją trzeba od środka. Do tego skutecznie przyczyniają się politycy europejscy – jedni nieświadomie, inni …?.

Kiedyś politycy byli patriotami. Churchill, który uratował Wielką Brytanię w II Wojnie Światowej, a przegrał po niej wybory, nie wymyślał za to na rodaków, nie nazywał ich brudasami, śmiecącymi na plażach. Partię Pracy, która wygrała wtedy wybory, nie oskarżał o łamanie demokracji, autorytaryzm, czy faszyzm. To był człowiek cywilizowany, demokrata i kochał swój kraj. Jednak Europa Zachodnia w ciągu ostatnich 100 lat, nie miała szczęścia do polityków. Przez ich błędne decyzje, narody ponosiły ciężar wojny (wynik Monachium – II Wojna Światowa), czy zadłużenia na zbrojenia (wynikiem Jałty – „zimna wojna”). Spowodowane to było niskim poziomem ich wiedzy (np. wiedza Davida Lloyd George o Galicji i Śląsku), naiwnością (Monachium - „pokojem dla naszych czasów” – Arthur N. Chamberlain), czy pychą (Franklin D. Roosevelt). Poza tym, ich działania obliczone były na wyborców i ich ocenę teraźniejszości, a nie skutków tych decyzji w przyszłości. Obecni politycy zachodni podtrzymują tą niechlubną tradycję, usiłując zdominować mniejsze kraje, wtrącając się w ich wewnętrzne sprawy.

Obie wymienione tendencje prowadzą do rozpadu Unii Europejskiej. Politycy, nie mogący pogodzić się z demokratycznym wyborem Polaków, oskarżają ich w Europie o ksenofobię, nacjonalizm itp. Wcześniej narzucali Polsce szkodliwy światopogląd, niezgodny z trwałymi wartościami, polską tradycją i racją stanu. Ich ideowi sojusznicy z Europy zachodniej, przeciwni suwerenności państw członkowskich i religii, gnębią Polskę komisjami, debatami, rezolucjami. W swej pysze nie widzą oni, że takie działania budzą sprzeciw w wielu innych krajach. Po Brexicie o wyjściu z Unii mówi się już w Holandii, Danii, a nawet we Francji. Kraje te nie mają takiego geopolitycznego położenia, jak Polska, nie są więc zainteresowane tak, jak ona, istnieniem silnej Unii. Na ich postawę wpływają też obcy agenci, którzy z jednej strony namawiają władze Unii do działań przeciw Polsce, równocześnie wzbudzając po cichu w krajach Unii nastroje nacjonalistyczne, nie szczędząc przy tym na oba te działania środków. I tak przeciwstawne wydawało by się tendencje, prowadzą do tego samego celu. A to dzięki oderwaniu się polityków od rzeczywistości, odżegnaniu się od korzeni i podstaw cywilizacji europejskiej, zerwaniu z tradycją Ojców Założycieli Unii i nieliczeniu się ze zdaniem narodów.

Wacław Leszczyński