Kłopotliwe położenie

W końcu roku 1956, we wrocławskim czasopiśmie młodej inteligencji „Poglądy”, ukazało się „ogłoszenie”: „Zamienię mało używaną suwerenność na lepsze położenie geopolityczne”. Położenie między dwoma wrogimi mocarstwami, przysparzało Polsce wiele kłopotów. I-a Rzeczypospolita, państwo na wskroś demokratyczne, znajdowała się między państwami rządzonymi przez absolutnych władców. Gdy w Polsce fundusze na wojsko musiał uchwalić Sejm, tam władca nikogo o zdanie nie pytał, a przeciwników skazywał na śmierć bez sądu. Polska więc miała mało wojska, a sąsiedzi wielkie armie. Wskutek tego, 300 lat temu straciliśmy faktycznie suwerenność, a o tym kto będzie w Polsce rządził, decydowali rosyjscy carowie, popierając wybór swych kandydatów, przy pomocy wojska.

W wieku XVIII głoszono w Polsce hasło, że „Polska nierządem stoi”, że jej słabość jest gwarancją jej niepodległości, bo nie stanowi ona dla nikogo zagrożenia. Taki stan odpowiadał potężnym sąsiadom, którzy pilnowali, żeby się nie zmieniał, „aby było, jak było”. W razie prób poprawy sytuacji militarnej, czy politycznej Polski, ich płatni agenci zrywali sejmy stosując „liberum veto”. Carowa Rosji została „gwarantką praw” i jej ambasadorowie decydowali o polityce Polski. Konstytucja 3 Maja miała to zmienić, spowodować rozwój polityczno-gospodarczy Polski i jej militarne wzmocnienie. Ta „dobra zmiana” miała uniezależnić Polskę od sąsiadów, przez zmiany w prawach, m. in. zniesienie „liberum veto”. Na to nie chcieli się zgodzić ci sąsiedzi i zbrojnie napadli na nasz kraj, rozbierając go między siebie. Po latach zaborów i powstań narodowych, mieliśmy przez 20 lat Polskę Niepodległą. Potem, znów nasi totalitarni sąsiedzi – Rosja i Niemcy wspólnie rozdarli ją między siebie. Później, po „kłótni w rodzinie” i pokonaniu jednego najeźdźcy przez drugiego, znowu nastąpił 45-letni okres niewoli Polski.

Dzięki walce Polaków i rozpadowi ZSRR, okupacyjne wojska musiały opuścić nasz kraj. Ale nie znaczyło to rezygnacji z dążenia do uzależnienia Polski od siebie. Wojsko się wycofało, ale agenci - jawni i tajni pozostali, usadowieni w newralgicznych miejscach prawodawstwa, sprawiedliwości, polityki i gospodarki. Zgodnie z życzeniem swych mocodawców ze wschodu i zachodu przekształcali oni Polskę w źródło surowców i taniej siły roboczej. Pod ich dyktando zwalczano polski patriotyzm i wprowadzano przepisy prawne mające na celu osłabienie aparatu państwowego i obronności Polski, np. znosząc obowiązek służby wojskowej. Dzięki tym działaniom, Polska upodobniła się do tej z czasów saskich, „nierządem stojącej”, z zamętem historycznym i obyczajowym w głowach, zwłaszcza u młodzieży, słabą armią i silną korupcją oraz zapaścią gospodarki i biedą mas („nima piniendzy”).

Gdy, tak jak w wyniku Sejmu Wielkiego z lat 1788-92, zaczęto w Polsce wprowadzać zmiany mające uniezależnić ją od sąsiadów, ci – tak jedni, jak i drudzy, rozpoczęli poprzez swych agentów walkę przeciw tym zmianom, „żeby było, jak było”. Do niej, przeciw polskiej demokracji zmobilizowali kolaborantów z czasów okupacji i ich rodziny - stąd powiedzenie, że jest to walka trzeciego pokolenia AK, z trzecim pokoleniem komunistycznych służb bezpieczeństwa i aparatu PZPR. Do walki przeciw Polsce stanęli również ci, którzy w państwie demokratycznym tracili wpływy i możliwości korupcyjne. Byli to ludzie z wypromowanych przez komunistów „elit” kulturalnych, naukowych, sprawiedliwości itp., nazywający się „opozycją totalną”, szukającą wsparcia przeciw Polsce zagranicą. Od takich postaci, jak Adam Poniński i Szczęsny Potocki z XVIII wieku, czy Bierut i Gomułka z połowy wieku XX, różnią się oni tym, że teksty Konfederacji Targowickiej i PKWN pisane były w Moskwie, a te – dziś szkalujące Polskę, publikowane za granicą, pisane są przez nich, godnych następców wspomnianych.

Jakie poglądy ta opozycja reprezentuje, można poznać po ich wrogim stosunku do Armii Krajowej, Powstańców Warszawskich, Armii Andersa i Żołnierzy Niezłomnych („Wyklętych”) oraz Kościoła Katolickiego. Napadali na pokojowe Marsze Niepodległości, teraz zakazali Marszu ku czci Powstania Warszawskiego. Jest to zrozumiałe, jako że przez lat 50 ich przodkowie więzili i mordowali członków wymienionych formacji, a teraz oni bronią nieuzasadnionych przywilejów tych przodków, jakie mieli przez wiele lat, również po 1989 r. Można ich poznać również po tym, że tak, jak ich przodkowie kłamią i oczerniają Polskę i Polaków, a patriotyzm nazywają „faszyzmem”, czego ich przodków uczył Józef Stalin. Do prób wzniecania zamieszek i aktów wandalizmu oraz straszenia zemstą, służą im różne kolejne preteksty, na ogół niezrozumiałe nawet dla ich zwolenników. Najbardziej sprzeciwiają się pozbawieniu ich wpływu na aparat sprawiedliwości, dotąd w pełni im podporządkowany. Polacy to cierpliwie (nawet za bardzo!) znoszą, w myśl przysłowia: „pies szczeka, karawana idzie dalej”.

Wacław Leszczyński